Gdybym miał ocenić ten ośrodek w skali od 1 do 10, dałbym 11. Szkoda tylko, że skala kończy się wcześniej.
Dla nas przyjazd w to miejsce od dawna znaczy więcej niż zwykły urlop. Lubimy podróżować, odkrywać różne zakątki świata, zmieniać kierunki i szukać nowych wrażeń, lecz tutaj wracamy z zupełnie innego powodu. Nie dla luksusu, eleganckich kolacji czy atrakcji do pokazania na zdjęciach, ale po siły. Po lżejsze ciało, jaśniejszą głowę i tę cichą wewnętrzną równowagę, której w codziennym biegu tak łatwo zaczyna brakować. Kiedy opowiadamy znajomym, że spędzamy tu dziesięć dni na bardzo prostym jedzeniu – ryżu, kaszy i niewielkich porcjach – często widzimy w ich oczach szczere niedowierzanie. Pytają: „Naprawdę? Bez mięsa? Bez porządnej sałatki? Przez dziesięć dni?”. Tak, naprawdę. I właśnie w tym tkwi sens całego wyjazdu. Przyjemność nie zaczyna się tu od pełnego talerza, lecz od ruchu, oddechu, dobrego rytmu dnia i poczucia, że człowiek robi dla siebie coś mądrego. Rano wychodzi się na spacer, kiedy powietrze jest jeszcze chłodne, a dzień dopiero powoli się układa. Później przychodzi czas na gimnastykę, zajęcia w wodzie, profesjonalne masaże i program prowadzony tak, że nie czuje się presji, tylko opiekę. Wszystko ma swój porządek, ale nie jest sztywne. Jest przejrzyście, spokojnie i z wyczuciem. Nie ma sztucznego nadęcia ani obietnic bez pokrycia. Jest troska, dobra organizacja i personel, który naprawdę wie, co robi. Widać to w drobiazgach: w życzliwym tonie rozmowy, w cierpliwym wyjaśnieniu ćwiczenia, w uważności wobec człowieka, który nie jest traktowany jak kolejny punkt w planie dnia. Ogromne znaczenie ma również atmosfera. Rozmowy z innymi uczestnikami, wspólne spacery, wieczorne spotkania i poznawanie ludzi, których w zwykłym hotelu pewnie minęłoby się bez słowa. Takie znajomości rodzą się tutaj naturalnie. Czasem wystarczy wspólna ławka po marszu, kilka zdań przy herbacie albo śmiech po zajęciach w basenie, żeby poczuć, że nie jest się tylko gościem, lecz częścią czegoś dobrego. Najbardziej zadziwia nas zawsze ostatni dzień. Człowiek przyjeżdża zmęczony, przeciążony codziennością, trochę cięższy nie tylko na wadze, lecz także w środku. A wyjeżdża odciążony, pogodniejszy i naprawdę wypoczęty. Po dziesięciu dniach spacerów, ruchu, masaży, prostych posiłków i dobrze ułożonego rytmu mamy więcej sił niż na początku. Czujemy się młodsi o kilka lat – i piszę to całkiem serio. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: kto szuka luksusowego hotelu, bogatego bufetu, mięsa na talerzu i wieczornego piwa, może być rozczarowany. To nie jest adres dla tych, którzy chcą kulinarnego rozpieszczania. To propozycja dla osób, które pragną odciążyć organizm, wzmocnić ciało, zadbać o zdrowie i przypomnieć sobie, ile dobrego potrafią zrobić ruch, umiar, konsekwencja oraz serdeczna atmosfera. Czy warto tu przyjechać? Dla nas odpowiedź jest oczywista. Za każdym razem wracamy bardziej poukładani, lżejsi i z lepszym nastawieniem do codzienności. Polecamy ten ośrodek wszystkim, którzy zamiast powierzchownego luksusu szukają prawdziwego odpoczynku dla ciała i głowy. A kilka kilogramów mniej? To już tylko miły dodatek, z którego trudno się nie uśmiechnąć. Z czystym sumieniem zachęcam. Andreas Well – Autor Düsseldorf




